Czy sport to na pewno zdrowie?

Nie zawsze byłam aktywną osobą. Nie zawsze zdrowo się odżywiałam. Jadłam po prostu to, co mi smakowało, jak miałam ochotę pójść na basen, to szłam, ale była to raczej rozrywka niż zaplanowana aktywność. Czasem umawiałam się ze znajomymi na siatkówkę plażową, ale znacznie częściej spędzałam dni na leżeniu z laptopem i oglądaniu seriali. Seriale to chyba nieodłączna część życia studenckiego – a już w czasie sesji najbardziej!

Zawsze byłam dość szczupła – nie wiem, czy mogę to zawdzięczać genom czy przemianie materii, ale nie miałam na co narzekać. Nawet mimo tego, że jak widzicie, nie miałam zbyt zdrowego i aktywnego trybu życia.

Od pewnego czasu na wszystkich portalach społeczności owy można zaobserwować prawdziwą falę fitnessek, fanów życia i jedzenia ZDROWO. Wszędzie na instagramie tylko warzywa, nasiona chia, jedzenie bez glutenu, siłownie, piękne staniki sportowe i  zdjęcia „przed-po”. Dosłownie nie da się od tego uciec! Jest to też bardzo zaraźliwe. Oglądasz to i chcesz być  częścią tego.

Zaraziłam się i ja. Kupiłam trochę „modnego” jedzenie – quinoa, nasiona chia, kaszę bul gur, ale i trochę „zwyczajnych” warzyw – by w mojej diecie było coś więcej niż mrożone pizze i makaron z sosem ze słoika. Zaczęłam wypróbowywać różne przepisy z Internetu i wsiąkłam totalnie! To nie jest kwestia tego, że to wszystko tak wdzięcznie wygląda na instagramie, to naprawdę może być pyszne!

Następnym krokiem była zmiana trybu życia na bardziej aktywny. Wykupiłam karnet na siłownię i zaczęłam z niego regularnie korzystać. Sprawdzałam różne możliwości – różne zajęcia, treningi. Najlepiej czułam się jednak na bieżni – gdzie mogłam sama sterować tempem, długością, rodzajem treningu. Po jakimś czasie chodziłam na bieżnię już co drugi dzień. Szybko zaczęły mi doskwierać bóle w kolanach, ale nie przejęłam się, myślałam że to rodzaj zakwasów. Dopiero kiedy po jednym z treningów trudno było mi dojść do przystanku autobusowego, stwierdziłam, że coś jest bardzo nie tak.

Poszłam do lekarza i usłyszałam, że to przeciążenie – na które byłam od początku narażona przez uraz kolana, który przydarzył mi się kilka lat wcześniej w wypadku komunikacyjnym. Była to zwykła stłuczka, ale kolano leczyłam po niej dobre parę miesięcy. Nic się z nim nie działo aż do teraz. Lekarz powiedział dodatkowo, że zdecydowanie się przetrenowałam jako osoba, która nie uprawia sportu wyczynowo. Jeśli chciałam „dać do pieca” (jego określenie) powinnam była wziąć trenera, który by mi w tym pomógł. Sport to nie zawsze zdrowie i trzeba z nim uważać! Szczególnie jeśli szybko chce się przejść z trybu kanapowca do sportowca.
Lekarz nie stwierdził żadnych uszkodzeń poza przeciążeniem stawu kolanowego i zapisał jedynie suplement – collaflex. Braliście to kiedyś? Znacie to?

4 comments
  1. Moja babcia to bierze… Na pewno twój lekarz się nie pomylił? Zresztą, bierze a i tak wciąż narzeka na ból stawów, więc ja już nie wiem ile to warte…

  2. Miałem kontuzję barku i też to dostałem od lekarza. Niestety niewiele mi to dało. Ból przeszedł dopiero po takim preparacie: flexin 500 – poczytaj sobie na necie. Jest dość znany

  3. No ale to chyba lepiej brać co lekarz daje, nie?

  4. No może lepiej, ale jeśli to nie działa to co, męczyć się?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *