U mnie wciąż genialnie!

Mija kolejny tydzień od mojego ostatniego wpisu. U mnie wciąż genialnie! Tak sobie myślę, że w końcu serwisy społecznościowe zrobiły coś dobrego dla ludzkości poza jedynie odseparowywaniem ludzi od siebie. Promują bowiem  zdrowy tryb życia, sport, warzywa na talerzu! Naprawdę od samego patrzenia na instagram aż chce się ćwiczyć 😀 Aż dziwne, jeśli ktoś jeszcze nie zaczął!

Pamiętajcie jednak, że wszystko z umiarem. Sport to piękna i wspaniała rzecz, ale naprawdę, nie zawsze zdrowa! Jeśli rzucicie się na niego tak, jak ja – czyli wprost sprzed telewizora, to możecie zrobić sobie krzywdę. Oglądając filmiki z ćwiczeniami na youtubie nie wyłączajcie głosu, ale słuchajcie uważnie jak trenerzy opowiadają o ćwiczeniach – jak trzeba je wykonywać, jak dokładnie ustawiać swoje ciało. A jeśli tego nie mówią, włączcie filmik innego trenera! Bez wskazówek i odpowiedniej wiedzy można zrobić sobie krzywdę. Z tego też powodu swoje wizyty na siłowni także warto rozpocząć od konsultacji z trenerem. Jeśłi nie możecie, nie wydawajcie milionów na treningi personalne, ale na jedną pierwszą konsultację odżałujcie. Jeśli jesteście świeżakami w tej dziedzinie, to naprawdę warto, żeby sport nie odbił się wam czkawką.

Tak samo – zaczynajcie powoli, od niewielkich kroków. Dziś trening potrwa 10 minut, bieg 80 metrów, ale za tydzień, dwa i dziesięć, będzie coraz lepiej. Jeśli zrzucicie na siebie od razu ogromnie ciężki trening, po którym ciężko się wam będzie na drugi dzień podnieść, to są duże szanse, że to będzie pierwszy i ostatni. Ale jeśli stopniowo i powoli wpleciecie ruch w codzienną aktywność, to nawet nie zauważycie, a nie będziecie potrafili i nie będziecie chcieli wrócić do życia przed kanapą! Uwierzcie, sama to przeżyłam i wiem J

Ważne tylko, żeby wychwytywać wszelkie sygnały, że coś jest nie tak. Z takim bólem stawów można sobie szybko poradzić – wystarczy wiedzieć po co sięgnąć. Flexin500 mogę polecić z czystym sumieniem.

Czy sport to na pewno zdrowie?

Nie zawsze byłam aktywną osobą. Nie zawsze zdrowo się odżywiałam. Jadłam po prostu to, co mi smakowało, jak miałam ochotę pójść na basen, to szłam, ale była to raczej rozrywka niż zaplanowana aktywność. Czasem umawiałam się ze znajomymi na siatkówkę plażową, ale znacznie częściej spędzałam dni na leżeniu z laptopem i oglądaniu seriali. Seriale to chyba nieodłączna część życia studenckiego – a już w czasie sesji najbardziej!

Zawsze byłam dość szczupła – nie wiem, czy mogę to zawdzięczać genom czy przemianie materii, ale nie miałam na co narzekać. Nawet mimo tego, że jak widzicie, nie miałam zbyt zdrowego i aktywnego trybu życia.

Od pewnego czasu na wszystkich portalach społeczności owy można zaobserwować prawdziwą falę fitnessek, fanów życia i jedzenia ZDROWO. Wszędzie na instagramie tylko warzywa, nasiona chia, jedzenie bez glutenu, siłownie, piękne staniki sportowe i  zdjęcia „przed-po”. Dosłownie nie da się od tego uciec! Jest to też bardzo zaraźliwe. Oglądasz to i chcesz być  częścią tego.

Zaraziłam się i ja. Kupiłam trochę „modnego” jedzenie – quinoa, nasiona chia, kaszę bul gur, ale i trochę „zwyczajnych” warzyw – by w mojej diecie było coś więcej niż mrożone pizze i makaron z sosem ze słoika. Zaczęłam wypróbowywać różne przepisy z Internetu i wsiąkłam totalnie! To nie jest kwestia tego, że to wszystko tak wdzięcznie wygląda na instagramie, to naprawdę może być pyszne!

Następnym krokiem była zmiana trybu życia na bardziej aktywny. Wykupiłam karnet na siłownię i zaczęłam z niego regularnie korzystać. Sprawdzałam różne możliwości – różne zajęcia, treningi. Najlepiej czułam się jednak na bieżni – gdzie mogłam sama sterować tempem, długością, rodzajem treningu. Po jakimś czasie chodziłam na bieżnię już co drugi dzień. Szybko zaczęły mi doskwierać bóle w kolanach, ale nie przejęłam się, myślałam że to rodzaj zakwasów. Dopiero kiedy po jednym z treningów trudno było mi dojść do przystanku autobusowego, stwierdziłam, że coś jest bardzo nie tak.

Poszłam do lekarza i usłyszałam, że to przeciążenie – na które byłam od początku narażona przez uraz kolana, który przydarzył mi się kilka lat wcześniej w wypadku komunikacyjnym. Była to zwykła stłuczka, ale kolano leczyłam po niej dobre parę miesięcy. Nic się z nim nie działo aż do teraz. Lekarz powiedział dodatkowo, że zdecydowanie się przetrenowałam jako osoba, która nie uprawia sportu wyczynowo. Jeśli chciałam „dać do pieca” (jego określenie) powinnam była wziąć trenera, który by mi w tym pomógł. Sport to nie zawsze zdrowie i trzeba z nim uważać! Szczególnie jeśli szybko chce się przejść z trybu kanapowca do sportowca.
Lekarz nie stwierdził żadnych uszkodzeń poza przeciążeniem stawu kolanowego i zapisał jedynie suplement – collaflex. Braliście to kiedyś? Znacie to?