Walka o sport bez bólu

Poczytałam trochę w internecie i faktycznie collaflex kojarzy się bardziej z osobami starszymi. Może to dlatego, że po prostu stereotypowo to jednak osoby w wieku naszych babć mają problemy ze stawami częściej niż ludzie po dwudziestce? Prawda jest taka, że niestety nie. Z wielu powodów: czy to otyłość czy uprawianie sportów, a więc problemy z zupełnie dwóch różnych biegunów, i jedno i drugie może sprawić nam ból, którego źródłem są stawy. Często trzeba je więc wspierać odpowiednimi środkami. I tu słowo klucz – ODPOWIEDNIMI!

Teraz pytanie, czy preparat, który zalecił mi lekarz jest dla mnie odpowiedni. Producent pisze w ulotce, że collaflex zastosowanie znajdzie również u sportowców. Cóż, za sportowca się jeszcze nie uważam, ale ostatecznie to sport zaprowadził mnie do apteki i działu „preparaty na stawy” prawda? No to nastał czas na sprawdzenie co jest wart collaflex!

Collaflex – czy sprawdził się u mnie?

Collaflex kupiłam w osiedlowej aptece i za 3 opakowania zawierające 60 kapsułek zapłaciłam trochę ponad 120 zł. Bierze się po kapsułce dwa razy dziennie, więc łatwo policzyć, że zafundowałam sobie 3miesięczną kurację. Tak zalecił mi lekarz. To, plus ograniczenie treningów – najpierw drastyczne, a potem stopniowe i delikatne wracanie do sportu.

Kurację zaczęłam od zapoznania się z ulotką. I trochę mnie ona rozczarowała.

Na ten suplement składają się niestety nie tylko składniki faktycznie mające pomóc: kolagen typu II, siarczan chondroityny, kwas hialuronowy), ale i takie „kwiatki”, jak: aż dwie substancje przeciwzbrylające i barwnik. Serio? No nie znam się na farmacji, ale czy ten barwnik naprawdę jest konieczny? To lekarstwo (podobno) a nie lizak dla dzieci… No ale dobrze, być może niepotrzebnie się czepiam.

Zaczęłam brać tabletki i mijał dzień za dniem. Żeby nie odzwyczajać się od aktywnego trybu życia i nie wracać znów do dawnego życia prowadzonego głównie z kanapy, starałam się przynajmniej robić sobie codziennie długi spacer. Kartę na siłowni jednak zawiesiłam.

Po miesiącu czułam różnicę. Czułam ją na tyle, że spróbowałam trochę pobiegać – tym razem po prostu po parku. Niestety, nierówny teren (chyba) spowodował, że ból w kolanie znowu się odezwał. Stwierdziłam, że chcę za szybko wrócić do biegania. Zawiesiłam to na następny miesiąc, po którym znowu spróbowałam się przebiec. O dziwo, było ok.! Pomału wróciłam na bieżnie i, wciąż suplementując się collaflexem, zaczęłam robić coraz dłuższe treningi. Minęły 3 miesiące więc postanowiłam zrobić przerwę – a właściwie miałam nadzieję, że po prostu zakończyć suplementację.

Przez pierwsze parę dni i parę treningów było w porządku. Potem jednak moje dolegliwości zwyczajnie wróciły. Dokładnie tak, jak na początku – zaczęło się od delikatnego dyskomfortu i przeszło w ból, który utrudniał mi życie.

Druga runda – szansa dla Flexin500

Musiałam spróbować czegoś innego, bo niepotrzebny mi preparat, który działa tylko w momencie brania. Nie chcę leków przeciwbólowych tylko czegoś, co rozwiąże problem. Zdecydowałam się więc dać szansę jeszcze jednemu suplementowi, o którym przeczytałam w Internecie. Wiele pozytywnych opinii, opisane efekty… Marketing czy fakty? Musiałam się przekonać. Tym bardziej, że Flexin 500, o którym piszę, nie miał w składzie żadnych podejrzanych przetrwalników ani barwników. Tylko glukozamina, wyciągi roślinne, witamina C. Można zrobić coś bez sztucznych, niepotrzebnych dodatków? Można!

I tym razem kupiłam 3 opakowania preparatu, płacąc 175 zł. Trochę więcej niż za collaflex, ale tu przynajmniej producent obiecuje zwrot pieniędzy w przypadku braku efektu. Flexin500 można kupić tylko zamawiając go na stronie producenta www.flexin500.pl , więc pewnie i z ewentualnym zwrotem kasy problemu nie ma. Ale miałam nadzieję, że nie będzie mnie to martwiło i że suplement po prostu mi pomoże.

Tym razem musiałam brać tabletki 3 razy dziennie. Weszło mi to w nawyk, jak trzeba to trzeba! Po paru dniach, zgodnie z obietnicą producenta ból zelżał – mamy pierwszy sukces! Potrzebowałam kolejnych kilku dni, żebym przestała odczuwać jakikolwiek dyskomfort. Po półtorej miesiąca weszłam na bieżnię po raz pierwszy – czułam się dobrze, a właściwie po prostu normalnie, więc nie umiałam sobie odmówić. I, o dziwo, ból nie wrócił! Zaczęłam więc pełna nadziei wracać pomału do treningów. Równolegle brałam flexin500 i cieszyłam się coraz dłuższymi przebieżkami.

Po 3 miesiącach odstawiłam tabletki i nie zaprzestałam ćwiczeń. Byłam już w całkiem dobrej formie, dzięki temu że od ponad miesiąca normalnie trenowałam. I, niespodzianka czy nie, ale ból nie wrócił!

Dzisiaj piszę miesiąc po ostatniej tabletce flexinu500 i czuję się świetnie. Nie wiem jak u ludzi, którzy mają poważniejsze problemy ze stawami, ale u mnie ten preparat poradził sobie świetnie. Mało tego, poradził sobie tam, gdzie reklamowany collaflex nie sprostał. A podobno jedynie się przetrenowałam. No cóż, nie wiem jak tam u was podziała, ale naprawdę polecam się przekonać. Jeśli tylko kiedykolwiek ból wróci to będę wiedziała jak z nim walczyć i jak wspierać moje stawy 🙂

5 comments
  1. Gratki! 😀

  2. No i pieknie, teraz już wiem co mam kupic na problemy z biodrem

  3. Trochę mnie ta cena zniechęca. To prawie dwie stówy…

  4. No serio? Zniechęca cię brak bólu? Brak słow… :/

  5. Flexin500 jest super. I pomaga nie tylko na przetrenowanie czy takie rzeczy, bo moja mama brała przy zwyrodnieniu stawów i też naprawde jej pomugl!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *